Twórczość Derriuza… Nic więcej…

Czyli garść mych wypocin…

Derriuz III: Winowajca

- Matko… – przed skromnym tronem Khae’thel klęczał jej syn, Hieron. Młodzieniec spuścił pokornie wzrok. Odziany był w prostą skórzaną zbroję, a jego plecy osłaniał płaszcz. Do pasa, klatki piersiowej i ramion poprzyczepiane miał najróżniejsze ostrza służące do różnych celów. Od najzwyklejszych sztyletów, aż po fantazyjne noże do rzucania.

– Mówiłam ci, żebyś mnie tak nie nazywał. Czy powiodło się zadanie, które ci powierzyłam? – kobieta mierzyła go zimnym spojrzeniem. Sprawiała wrażenie nieziemsko pięknej, gdy siedziała tam, na podwyższeniu zarezerwowanym jedynie dla niej.

– Tak, pani… Odnalazłem niewolnika i przyprowadziłem go. Właśnie otrzymuje należną mu karę. – gdyby jego ‘przyjaciel’ i sługa, pomocnik w tej misji, któremu młodzieniec zawdzięcza fakt odnalezienia nieposłusznego gnoma, usłyszał te słowa, bez wątpienia zechciałby otwarcie wyzwać go na pojedynek, niezależnie od tego czy jest synem jego pani, czy nie.

– Świetnie – rzekła cicho, nieco sykliwym głosem, lecz była wyraźnie zadowolona, o czym świadczył lekki uśmiech na jej twarzy – A co z twoim bratem?

– Słyszałem, że znów coś potłukł. Chyba jeden z twoich ulubionych kielichów, pani… – chłopiec opuścił pokornie głowę.

– Niech będzie przeklęte to bezużyteczne ścierwo! – syknęła, a na jej twarz wstąpił wściekły grymas. Przez chwilę wpatrywała się w postać młodzieńca u jej stóp – Ty nie masz się czego obawiać. W przeciwieństwie do tamtego wyrzutka. – chłopiec powoli podniósł na nią wzrok pełen szacunku.

– Każ go wychłostać, zedrzeć z niego co kosztowniejsze ubrania. Najlepiej niech zostawią go w samej przepasce biodrowej. Potem niech wyrzucą go na ulicę i nie wpuszczają więcej do budynku. Ach, i jeszcze niech nałożą przekleństwo na jego amulet.

– Tak, pani.

– Jeśli chcesz, możesz osobiście dzierżyć bicz. Tylko upewnij się, że nie otrzyma mniej niż czterdzieści batów. – młodzieniec skłonił głowę, wstał i ukłonił się nisko kobiecie, po czym wyszedł z sali. Jak to dobrze, że zawsze jest na kogo zwalić winę, pomyślał. Sam zostałby wygnany, gdyby wyszło na jaw, że to on stłukł kielich… I ten nieudacznik dostałby wszystko! Niedoczekanie! Za ciężko pracował, by zdobyć zaufanie swej pani, by teraz pozwolić, by jakiś nic nie znaczący, bezużyteczny śmieć mu to odebrał.

październik 23, 2007 - Opublikował/a derriuz | Derriuz, Fantasy, Uncategorized | | Nie ma jeszcze komentarzy

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz