Derriuz V: Początek nowego
Moment przebudzenia był chyba najpiękniejszą chwilą w jego życiu. Zdawało mu się, jakoby leżał na najwspanialszym z łoży królewskich, sam ubrany był w najlepsze ubrania z najdelikatniejszego materiału, pod głową miał poduszkę z ptasiego pierza, a na nim leżała kołdra, najlżejsza, a zarazem najcieplejsza na świecie.
Chłopiec nagle zgiął się w pół i kaszlnął, wypluwając tym samym kilka kropel krwi na chodnik. Ból to pierwsze, co przywróciło go ze świata marzeń. Następnie okazało się, że nie leżał na łożu, a wciąż na ulicy, na której go pozostawiono. Chłopak powoli uklęknął, dłońmi opierając się o bruk. Podniósł wzrok i napotkał spojrzenia. Wiele spojrzeń, zbyt wiele. Większość pełna pogardy, inne płonęły nienawiścią w najczystszej postaci, jeszcze inne zawierały arogancję i wyższość. A niektóre wszystko to nosiły jednocześnie, patrząc na żałosnego dzieciaka.
Po kilku bardzo długich chwilach, i ciężkich zmaganiach z samym sobą, zdołał wreszcie stanąć o własnych siłach. Zachwiał się dwukrotnie, o mało co nie upadając na powrót, lecz zachował równowagę. Gdyby pozwolił sobie teraz upaść na powrót nie wstałby znów. Przynajmniej póki co.
Sam fakt, że stał, był godny podziwu postronnego obserwatora. Grymas na jego twarzy ujawniał jednak, że nie było to nic łatwego, że nie był to byle jaki wysiłek. Powoli uniósł lewą nogę i postawił ją nieco dalej. Natychmiast zauważył że nienaturalnie spuchła na wysokości łydki. Zignorował jednak ten fakt, sterczenie tu nie miało przyszłości, wiedział o tym doskonale. Czekanie bezczynnie na pomoc w tym miejscu byłoby najgłupszym czynem, jaki mógłby zrobić. Wśród drowich serc nie ma litości.
Zmógł się w sobie, by z i drugą nogą uczynić to samo, jednak w pół kroku paraliżujący ból nakazał mu, wbrew jego woli, rozluźnić wszystkie mięśnie nieszczęsnej lewej nogi, na której to stanął czyniąc kolejny krok. Ponownie upadł na ziemię. Był wściekły na matkę, na ojca, na brata i siebie samego. Narodziła się w jego głowie myśl, że to wszystko jego wina. Tak, to pewne, gdyby czegoś nie spieprzył po drodze dalej żyłby w domu. A może nawet by mu się powodziło. Coś robił nie tak, coś było z nim nie w porządku, skoro nie potrafił się przystosować do życia ze swymi pobratymcami. Zacisnął pięści i zamknął oczy krzywiąc się z nienawiści do wszystkich wokół i do samego siebie. Dlaczego? Za co? Czym sobie na to zasłużył? Różne myśli błądziły po jego umyśle wszystkie zmierzając w jednym kierunku. Przeznaczenie. Tak został stworzony. Wola bogów… A drowami opiekował się nie kto inny jak Lolth. Gdy doszedł do tego wniosku natychmiast setki przekleństw pojawiły się w jego umyśle, a wszystkie zaadresowane były do Pajęczej Królowej. To wszystko jej wina! To ona go takim stworzyła, a teraz odrzuca!
Ta cała nienawiść rosnąca z sekundy na sekundę w jego sercu nie była jednak czymś, co miało pozostać bez efektu. Wstał nadzwyczaj szybko, jak na wycieńczone, pobite i biczowane dziecko. Zaczął iść przed siebie. Szedł w miarę równym krokiem, jednak wciąż kulał. Inni wciąż obdarzali go przeróżnymi spojrzeniami, choć znacznie rzadziej. Jeśli któryś spojrzał na niego krzywo, ten natychmiast odpowiadał zimnym, przejmującym i błyszczącym od żądzy mordu wzrokiem. Kierował się w stronę biednych dzielnic. Coraz to mniej istot przemierzało uliczki i byli ubrani znacznie mniej wyszukanie niż tamci, którzy spacerowali w okolicy jego niedawnego domu. W pewnym momencie znalazł się sam na ulicy. Rozejrzał się niepewnie wokół szukając kogoś, kogokolwiek, kto choćby tędy przechodził. Na próżno. Niepokoił go fakt, że nikt tu nie zagląda, nawet jeśli mowa o znienawidzonych przez niego istotach. Skręcił w jeden z zaułków, ciasny wylot między budynkami. Światło tu nie docierało, więc musiał zamrugać kilkakrotnie, nim przyzwyczaił się do mroku. Coś ujrzał. Wśród stert śmieci ktoś leżał, a przypominał mu jednego z drowów. Szybko zorientował się jednak, że to nie żaden drow, a powierzchniowy elf. Pewnie czyjś niewolnik, pomyślał. Jego zwłoki wyglądały paskudnie. Ciało było całe w plamach, a jego jedynym okryciem był kawałek szmaty. Coś co ich łączyło. Nie było wątpliwości, że znalezisko Derriuza było martwe. Głównym powodem, dla którego można by tak myśleć był smród wydobywający się z jego ciała. Smród gnicia. Jego “ubranie” ubrudzone było w jego własnych odchodach, więc, jak sądził, umarł z powodu jakiejś choroby i zapewne cierpiał. Niemal zaczął współczuć niegdysiejszemu towarzyszowi w niedoli, ale zaraz zreflektował się. “Przecież to istota z powierzchni!” W pewnym momencie ujrzał, że owa istota trzyma coś w dłoni. Zbliżył się i odebrał nieboszczykowi ów przedmiot, który okazał się być kawałkiem czerstwego pieczywa. Przez chwilę zastanawiał się, czy to nie on właśnie być przyczyną śmierci elfa, ale po chwili stwierdził, że to niemożliwe, to… Stworzenie było za słabe jak na warunki tutaj panujące i musiał zginąć. Pokiwał głową w uznaniu dla własnych myśli i natychmiast ugryzł kawałek swojego nowo zdobytego posiłku. Smakował jak coś pomiędzy papierem umoczonym uryną, a cegłą umazaną czymś wyjątkowo śmierdzącym. Mimo to posilił się, nie miał wielkiego wyboru, a następnie udał się na spoczynek. Sen dobrze mu zrobi…
11 komentarzy »
Dodaj komentarz
-
Archiwa
- styczeń 2009 (1)
- luty 2008 (1)
- grudzień 2007 (1)
- listopad 2007 (1)
- październik 2007 (7)
- marzec 2007 (7)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS
co ty kurwa książke piszesz
Raczej rozwijam historię postaci, takiej jednej
.
pare rzeczy podciągnąć , kilka wymazać, ogólnie… fajna sprawa
Kim jest owa tajemnicza osoba, która zwie się “tosemją”?
A tak w ogóle to dziękować za komentarz. Stwierdzam, że winienem sporo poprzepisywać i poulepszać.
niezle, chociaz kilka rzeczy bym zmienila, bylyby to jednak raczej zmiany kosmetyczne. Gartuluje, a co do wczesniej wspomnianej ksiazki, moze sie nad tym zastanowisz
Szczerze mówiąc, to jeszcze sporo roboty przede mną. Muszę nabrać parę nawyków pilnowania się w niektórych rzeczach… ^^’
mimo,że drowy są ostatnią rasą, która budzi moje zainteresowanie, chociaż cenię mroczny klimat. Pomysł jest dobry
ooops, miałam na myśli inny tekst, tamten troszkę niżej….
Hehe, niezła robota Derriuzie.
Im really intresting of you story.My best friend listening my this end i relly gratulation.
This its very important,because you are a best in you two story.
I know its so strange bud Athairri & Derriuz its really good. T h a n k y o u
Will Wilson
Hmm… Excuse me, but did you mean:
Your story is really interesting. My best friend translated this for me and i really want to congratulate you. This is very important, because your second story is better. I know it’s so strange (no idea here, bud seems not to fit
) Athairri & Derriuz are really good [stories].
Did you mean that?
Because I kind of don’t understand all that
. And I wonder how the heck you got here and why the heck are you using polish internet service provider
. You’re at your friend’s house in poland and he translated it all for you?