Derriuz VI: Złodziej złodzieja okrada
Po pobudce czuł się świeżo, rześko. Miał wrażenie, jakby mógł przenosić góry. Była to jednak ułuda, o czym przekonał się, gdy spróbował wstać ze sterty śmieci. Noga nie miała się najlepiej, ale mógł całkiem sprawnie się z nią poruszać, gdy się oswoił z bólem. Spojrzał na swoje dłonie, ramiona, tułów… Był brudny. Z początku próbował się jakoś wytrzeć, jednak na darmo. I tak się zabrudzę, pomyślał. Czuł nieznośny głód i musiał jakoś zdobyć pożywienie. Podszedł do większej sterty i począł w niej grzebać. Zajęło mu to sporo czasu, nim zdołał znaleźć coś interesującego. Pierwszym przedmiotem wartym uwagi był spory, podarty płaszcz. Narzucił go niedbale na plecy. Był pobrudzony i śmierdział, ale przynajmniej nie był nagi. W najlepszym wypadku mógł uchodzić za jednego z biedniejszych mieszkańców, w najgorszym za dziecięcego włóczęgę. Uśmiechnął się ponuro do siebie, gdy spoglądał na ręce opatulone płaszczem. Westchnął i wrócił do poszukiwań. Tym razem upłynęło więcej czasu, ale udało mu się coś odnaleźć. Był to… Widelec. Zardzewiały, ale wciąż ostry. Schował swój ‘nowy oręż’ pod strzępy płaszcza i powolnym krokiem ruszył w kierunku wyjścia z ślepego zaułka. Wyjrzał zza rogu. Nie dostrzegł nikogo. Rad był z tego powodu, a czemu to chyba nie muszę tłumaczyć. Wyszedł na ulice i począł powolnym krokiem iść w dół, tam, gdzie ulice jeszcze biedniejsze.
Po pewnym czasie natrafił na niewielki ruch uliczny. Pojedynczy stragan stał przy ulicy. Stragan z żywnością. Trudno się nie domyślić jak dobrze chłopak poczuł się na ten widok. Przyglądał się rosłemu mężczyźnie, układającemu uważnie co ładniejsze okazy ze swojej kolekcji na widoku. Te gorsze zapewne chował pod ladą, coby pozory zachować, że sprzedawca porządnym towarem handluje. Młody drow nie myślał nawet o tym. Czekał ukryty we wnęce w ścianie pobliskiego budynku, aż mężczyzna odejdzie na moment od jedzenia, by mógł wziąć choć bułeczkę, choć kawałek mięsa… Tak, tego pragnął w tej chwili najbardziej. Porządnego posiłku składającego się głównie z soczystego mięsiwa. Jakiś chudy starszy mężczyzna podszedł do rosłego sprzedawcy. Na to czekał młody złodziej. Gdy tylko kupiec odwrócił się plecami do ulicy, młodzieniec ruszył w tamtą stronę. Gdy dotarł do straganu, pospiesznym ruchem ściągnął z niego spory kawałek mięsa i schował pod płaszcz. Drugą ręką już ściskał zardzewiały widelec pod płaszczem, żeby w razie potrzeby mógł się obronić. Zrobił się niezwykle nerwowy. Przyspieszył kroku, próbując się nieco uspokoić, ale nic nie mogło pomóc obawie, że zaraz cios potężnej łapy spadnie na jego plecy. Ciarki przeszło po nim i aż się wzdrygnął. Nie nastąpiło jednak to, czego się spodziewał. W spokoju oddalił się na sporą odległość i dopiero wtedy pozwoli sobie spokojnie odetchnąć. Spojrzał za siebie, czy aby nikt go nie śledzi i pobiegł okrężną drogą z powrotem do swojego pierwotnego schronienia. Gdy wrócił już do zaułka rozejrzał się raz jeszcze nerwowo i gdy był już pewien, że jest sam, wyciągnął kawałek mięsa spod płaszcza. Coś gwałtownie poruszyło się wśród śmieci i drow usłyszał nienaturalnie głośny pisk jakiegoś gryzonia. Tak się przeraził, że upuścił mięso, a prawą ręką sięgał już po zardzewiały widelec. Nie trzeba było długo czekać, by wiadomo było cóż to za stworzenie dzieli z nim schronienie. Przerośnięty szczur podbiegł do ochłapu i złapał zań zębami. Chłopiec próbował dźgnąć zwierzę widelcem, jednak nie zdążył, bo tamten dawno umknął z powrotem do swej kryjówki. W akcie desperacji młodzieniec rzucił się na kolana u wylotu w śmieciach. Począł przerzucać je jedno po drugim, najwyraźniej chcąc dokopać się do złodzieja. Na próżno jednak. Gdy jego ramiona zmęczyły się oparł się o stertę i zaniósł się płaczem.
-
Archiwa
- styczeń 2009 (1)
- luty 2008 (1)
- grudzień 2007 (1)
- listopad 2007 (1)
- październik 2007 (7)
- marzec 2007 (7)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS